Blog

IMG 8891

Czas na wyjscie do muzeum

Po powrocie ze Straddie (o Wielkanocy na Straddie przeczytasz tu) i zrobieniu prawie dziesięciu prań przyszedł czas na wystawienie nosa poza płot. Tylko gdzie by tu pójść. Park? Plac zabaw? A może coś bardziej kulturalnego?   hmmm… No dobra, niech będzie trochę kultury. 😉

Mamy 15-20 minut spacerem do South Bank’u, więc tam się wybraliśmy. South Bank to miejsce w centrum miasta, tuż przy rzece,  gdzie sporo się dzieje- jest sztuczna plaża z basenami, laguny i fontanny dla spragnionych wody. Mnóstwo różnorodnych kafejek, barów i restauracji ze smakami z całego świata oraz miejsc kultury – teatr, galerie, muzea. I tam właśnie zmierzaliśmy.

Gdy nie wiemy co ze sobą zrobić zazwyczaj odwiedzamy Queensland Muzeum. Znajduje się tam stała wystawa (za darmo) ze szczątkami dinozaurów oraz z dwoma wielkimi prehistorycznymi koleżkami pilnującymi muzealnego ogródka. Alek zna muzeum na wylot, więc odrazu pobiegł do części z wielkim szkieletem dinozaura. Po drodze przyciskając ekrany interaktywne, które opowiadają historię ewolucji zwierząt. Bardzo fajne, choć jeszcze trochę Aluś musi podrosnąć, żeby wygodnie zmieniać opcje na monitorze i zrozumieć o co w tej całej ewolucji chodzi. Że niby z ogromnego pterodaktyla powstała mewa??

Przy szkielecie i kościach trochę pochodziliśmy, potem usiedliśmy pod interaktywną ścianą. Wyświetlane są na niej różne zwierzęta prehistoryczne. Alek i LOlek próbowali je dotknąć, naśladować ich ruchy i dźwięki. Wyglądało to komicznie, zwłaszcza w przypadku jeszcze bardzo mało skordynowanyego LOlka.

Gdy już przejrzeliśmy całą zwierzynę, zebraliśmy manatki i poszliśmy w stronę ogródka. Na chwilkę tylko podbiegając do sali oceanicznej by sprawdzić temperaturę żółwich jaj. Ciepłe? Ciepłe. Będą dziewczyny 🙂

W ogródku chłopaki biegali dookoła Triceratopsa i Tyranozaura (Co? jestem coraz lepsza z nazwami dinków :)) jak harty na wyścigu. Pojeździli na rowerze i wyprodukowali trochę energii, akurat tyle co potrzeba na oglądanie telewizji i powoli musieliśmy zbierać się do domu. Pewnie zostalibyśmy tu dłużej, gdyby za chwilę nie zamykali już muzeum.

Lubię czasem przyjść tu dopiero późnym popołudniem, zwłaszcza w weekendy. Jest wtedy zdecydowanie luźniej i ciszej.  Można się nawet zrelaksować 🙂

pin it
Bitnami