Blog

MGL9387

5 lat na obczyznie

Parę miesięcy temu minął piąty rok odkąd zamieszkałam w Australii. Przyleciałam tu z Londynu. Po kilku latach fajnego życia w tej ogromnej metropolii przeniosłam się za australijskim mężem do Brisbane. Miasto zdecydowanie mniejsze i cichsze niż Londyn, ale byłam tu wcześniej dwa razy na wakacjach, więc mniej więcej wiedziałam na co się decyduję.

Pierwszy rok był niby ekscytujący, bo przecież cały czas słonecznie i ciepło, ale też i ciężki, bo poza znajomymi męża nikogo nie znałam. Wszystko było nowe. Przyleciałam w listopadzie, akurat na australijskie lato. Upragnione ciepło! Było cudnie, plaża i codzienne prażenie się w słońcu! Mmmm… Po Nowym Roku Mężu poszedł do pracy, a ja po Wielkanocy. Nie była to moja wymarzona praca, ta została w Londynie, ale przynajmniej nadal w zawodzie i z młodymi ludźmi. Zaczęłam powoli poznawać nowych ludzi. Przez różne fora społecznościowe szukałam polskich dziewczyn mieszkających w Brisbane i powoli zaczęłam czuć się tu coraz lepiej. Choć na ceny ubrań, butów, jedzenia i alkoholu nie przestawałam narzekać przez około półtora roku! Nie wspominając o służbie zdrowia. Trafiłam do przychodni, w której za wszystko trzeba było najpierw zapłacić, a potem iść do biura Medicare i starać się o zwrot kosztów. Płacić $60 za wizytę u lekarza ogólnego?! Po pewnym czasie się do tego przyzwyczaiłam. Pół roku temu się przeprowadziliśmy na drugą stronę rzeki, więc zmieniłam przychodnię. Udało się, że w tej opłata za wizytę jest pobierana bezpośrenio z ubezpieczenia (tzw. Bulk billing).
Brisbane jest miastem bardzo rozciągniętym i bez prawa jazdy może być trudno, dlatego też tuż po przeprowadzce zaczęłam jeździć na Lce. W stanie Queensland na Lce jeździ się przez minimum rok (można jeżdzić swoim autem z kimś, kto ma pełne prawo jazdy), a po zdaniu egzaminu, zmienia się plakietkę na ‘P’ (kolor zależy od wieku kierowcy). Na ‘P’ mogłam już sama jeżdzić po mieście i okolicach, co dodawało mi większej swobody. Jak dla mnie jeździ się tu o wiele łatwiej i bezpieczniej niż w Polsce. Zdecydowana większość kierowców przestrzega przepisów jazdy. Jedynie co mnie denerwuje to nieobowiązkowe włącznie świateł w ciągu dnia, zwłaszcza o zachodzie słońca i gdy leje (tu rzadko pada, zazwyczaj leje – żar z nieba lub deszcz).

W ciągu tych pięciu lat w naszym domu podwoiła się liczba ludzi. W pracy przedłużyłam urlop macierzyński
o kolejny rok (w sumie dwa lata). Dzięki Alusiowi powstała grupa polskich mam Matka Polka w Brisbane, a dzięki grupie moje grono polskich znajomych bardzo się powiększyło. Aluś w zeszłym roku dołączył do grupy przedszkolnej w Polskiej Szkole Sobotniej w Brisbane, gdzie rozwiija i utrwala mój język ojczysty bawiąc się i tworząc pierwsze przyjaźnie. A LOlek ma prawie półtora roku, siedzi ze mną w domu i cieszymy się sobą. Czekamy na zwolnienie się miejsca w przedszkolu. Ale w sumie nam się z tym nie śpieszy. 🙂

Mimo, że do pełnoetatowej pracy nie chodzę, nie narzekam na nadmiar czasu. Robię tu całkiem inne rzeczy niż kiedykolwiek myślałam, że będę robiła. Grupa Matka Polka w Brisbane, Polska Szkoła Sobotnia, a ostatnio także i polska sekcja w etnicznym radio 4EB. Nie ma nudy. Za to atrakcji mnóstwo.

Fajnie. Obczyzna już nie taka obca. Nawet ostatnim razem, jak byłam w Polsce na dwa miesiące, mówiłam że wracam do DOMU. Przyszedł czas wypełnić wszystkie dokumenty, zdać test ze znajomości historii Australii (na szczęście nie za długa ta historia) i uroczyście przysiąść moją lojalność Australii, by parę tygodni później otrzymać pocztą tutejszy paszport. Polką jestem. Australijką zostanę. Więc może w końcu nauczę się surfować…

pin it
Bitnami