Blog

IMG 8519

Przedszkolnie

Pierwszy tydzień ferii (przed)szkolnych już prawie za nami. To moje pierwsze ferie. W tym roku Aluś zaczął przedszkole przygotowujące do szkoły (rok szkolny zaczyna się w Australii wraz z rokiem kalendarzowym, w styczniu). Wcześniej chodził do żłobka przy przedszkolu, ale ponieważ się przeprowadziliśmy kilka miesięcy temu, zmieniłam przedszkole. Udało się dostać miejsce w Kindy (C&K) z czego baaardzo się cieszę! To nie jest jakieś tam przedszkole. To już bardziej szkolne przeszkole, choć ławek jeszcze nie ma 🙂  Od ‘zwykłego’ przedszkola (mam namyśli Long Day Care) różni się tym,  iż uczą tu wykwalifikowani nauczyciele, nie opiekunki.  Zajęcia w C&K  odbywają się według specjalnego programu przygotowującego dzieci do szkoły (Kindergarten), a dni przedszkolne (zazwyczaj dwa lub trzy dni w tygodniu) trwają tyle godzin co szkoła. No i ferie też są, jak w szkole.  Dodatkowo dyrektorka naszego przedszkola jest trochę hipiską tryskającą dobrem i spokojem, więc odrazu poczułam do niej mnóstwo sympatii.

W poprzednim żłobku też nie było źle, Alek miał tam zajęcia z hiszpańskiego i z piłki nożnej (teraz musimy dojeżdżać na piłkę jak na dodatkowe zajęcia) tylko jakoś do opiekunów przez dwa lata nie nabrał ogromu sympatii. Pewnie przez to, że za często się zmieniali.

Przedszkole C&K trwa rok, a potem szkoła(!!!) Dzieci tutaj zaczynają szkołę w wieku 4.5 lat z możliwością przetrzymania dziecka na kojeny rok. I my taki właśnie mamy plan. 4.5 latkowie to przecież jeszcze dzidzie! Jako, że Aluś byłby najmłodszy w klasie, wcale nie czuję potrzeby wysyłania go do ławki już od przyszłego stycznia. Na początku myślałam, że to jest wyłącznie zależne od decyzji rodziców, ale gdy zapisałam Alka do kindy, okazało się, że jest to złożony proces z wypełnianiem odpowiednich dokumentów zarówno przez rodziców, jak i nauczycieli przedszkolnych. Wszystko zaczyna się już w lipcu, sierpniu i obejmuje przeprowadzenie wywiadu o dziecku i spisanie raportu na temat jego rozwoju, który następnie jest wysyłany do szkoły, do której dziecko ma pójść. Decyzję, czy dziecko może dołączyć do zerówki w wieku późniejszym, czy nie wydaje dyrektor szkoły. Na szczęście nasi nauczyciele popierają wydłużenie pobytu w przedszkolu, więc podpowiedzieli nam, które szkoły w okolicy są bardziej zrelaksowane na punkcie późniejszego startu i które nie. Ja nadal się zastanawim, do której szkoły wysłać chłopaków. Nasz dom jest bardzo fajnie ulokowany, na prawo, idąc  200-300 metrów z górki znajduje się jedna podstawówka. Mała, publiczna, czasami słyszę dzwonki na przerwę 🙂 A jak pójdę w prawo, pod górkę z 600 metrów mamy drugą szkołę. Większa, katolicka. Wychowanie w wierze ma dla mnie duże znaczenie, więc pewnie najpierw spróbujemy tam. Gdyby nam coś tam nie wyszło, do opcji B mamy z górki 🙂

O podstawówce nadal myślimy, ale do szkoły średniej chłopaki są już na liście oczekujących prawie że od urodzenia! Wiem, brzmi szalenie, ale tak tu jest. Jeżeli masz upatrzoną renomowaną szkołę prywatną, zapisuj jak najszybciej. Podobnie z resztą do żłobka, przedszkola czy państwowej podstawówki spoza rejonu. Żeby zapisać dziecko do szkoły, w której rejonie się nie mieszka, mam znajomych, którzy biwakowali przez noc przed dniem otwartych dni, by na pewno znaleźć się na liście do przyjęcia do szkoły, bądź na początku rezerwowej. A inni znajomi o 4.rano szli, by stanąć w kolejce na zapisy do przedszkola! Tak, tak. Na żłobek w dzielnicach bliższych do centrum miasta oczekuje się do dwóch lat! Mieszkając w Paddington (4km od centrum) czekałam na miejsce dla Alka 20 miesięcy!

Krótko przed Wielkanocą dostałam email z jednego ze żłobków dla LOlka, że robią nabór na początku roku (czyli w tym już nam się nie udało), więc trzeba czekać kolejny rok. No chyba, że ktoś się wcześniej wykruszy. Tak więc 17 miesięczny LOlek nadal czeka na swoją kolej… A przecież we wrześniu kończy mi się przedłużony już o kolejny rok urlop macierzyński!

pin it
Bitnami