Blog

IMG 8561

Sydney rodzinnie

Od pewnego czasu Mężu pracuje w ciągłych rozjazdach. Dlatego też, gdy pojawiła się opcja dołączenia do Niego i zrobienia sobie rodzinnego wypadu do Sydney, spakowałam chłopaczków i fruuu.

Na szczęście Mężu zjechał z trasy by pomóc mi ogarnąć towarzystwo, więc lecieliśmy całą czwórką. Lot musiał być wczesny, bo Mężu musiał być w pracy na czas. Zmiana czasu pomiędzy Brisbane i Sydney (Sydney jest akurat teraz o godzinę do przodu) wcale nie pomogła ze wstawaniem. Lot 5:30 rano, to i pobódka była o 3:45!! Matko, kto o tej porze wstaje?!  Matka, ale raczej tylko karmiąca… Lecieliśmy na 3 dni, a tobołków jak na dużo dłużej. A przecież próbowałam spakować nas jak najbardziej ekonomicznie! Poza lóżeczkiem podróżnym i ubraniami musiałam zabrać LOlka kilka pieluch, mleko (formułę) w  saszetkach i kończące się opakowanie kaszki. Resztę mogłąm kupić na miejscu. Obowiązkowo na start i lądowanie miałam dla chłopaczków kilka paczek rodzynek, by mieli co ssać i cmokać na odetkanie uszu. Oba loty były OK, prawie bez sensacji… Prawie…Ale o tym już na końcu… w drugiej części  😉

W Sydney przywitała nas ładna pogoda. Na szczęście! Przy brisbańskim upale, całkiem zapomniałam o niższych temperaturach i dla nikogo nie zabrałam niczego z długim rękawem. Uff, na szczęście nie było potrzeby. Prosto po przylocie Mężu podwiózł nas do hotelu, a sam poszedł obok do biura. Hotel znajdował się w samym centrum Sydney, na George Street. Zostawiłam tobołki i poszłam z chłopakami na spacer. W sumie nie miałam konkretnego planu, gdzie i co zobaczyć, więc jak tylko doszliśmy do Circular Quay, kupiłam bilety na prom do Manly. Moi dwaj piraci mieli wielką frajdę płynąć  Statkiem(!) W Manly spacerkiem przeszliśmy się na plażę, gdzie spędziliśmy trochę czasu relaksując się przy szumie oceanu i patrząc na serferów łapiących fale, malarzy próbujących odtworzyć piękny krajobraz… Ech, aby tylko móc się zdrzemnąć… Kryzys niewyspania zaczął mnie coraz bardziej dopadać, zgarnęłam więc chłopaczków i wróciliśmy na odpoczynek do hotelu. Wieczorkiem udało mi się spotkać z Gonią, koleżanką ze studiów. Centrum Sydney nie jest najbardziej przyjazne rodzinnym wypadom do pubu, więc musiałyśmy zajrzeć do kilku miejsc zanim udało nam się usiąść z rozrabiakami. Fajnie zobaczyć się tu z kimś, z kim znałam się jeszcze przed Australią.

….. ciąg   dalszy  wkrótce….

IMG_8537

pin it
Bitnami